20 lutego 2018

POCZUJ SIĘ W MIEŚCIE U SIEBIE

Bez kategorii  |  debata  |  Ludzie w mieście  |  Mapa miejskich potrzeb

kolo

19.01.2018 uczestniczyliśmy w Sympozjum z cyklu Współczesna Gospodarka i Administracja Publiczna. Przemysław Powalacz prezes zarządu Geberit Polska miał przyjemność być moderatorem dyskusji, w której udział wzięli studenci, Prof. Dr.hab., inż. Jacek Szołtysek oraz Tomasz Jankowski.

 

Żeby nie streszczać przebiegu samej debaty, zapraszam do wysłuchania jej, jednocześnie zainspirowana niektórymi z pytań, chciałabym głośno pomyśleć i liczę na Wasz odzew i to, że podzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami!

 

Jestem obywatelem i częścią miasta – co to dla mnie znaczy?

Z perspektywy czasu myślę, że oznacza to nie tylko korzystanie z zasobów miasta, ale też wymianę z nim, współtworzenie go. Dotychczas konsumowałam miasta, w których mieszkałam. Korzystałam z infrastruktury, płaciłam za bilety w komunikacji miejskiej itp. Wstyd się przyznać, ale przez 10 lat mojego mieszkania w Krakowie nadal byłam zameldowana w Szczecinie i rozliczałam się w tamtejszym Urzędzie Skarbowym. Po wysłuchaniu debaty zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak było? Co sprawiło, że czułam w Krakowie niesamowitą tymczasowość, która kazała mi myśleć, że nie warto się angażować w życie i sprawy tego miasta, bo nie jest moim domem. Miałam już wtedy świadomość, że do Szczecina nie wrócę, zakładałam, że w Krakowie nie zostanę na zawsze, byłam tam jednak dekadę, podczas której niewiele zrobiłam dla tego miasta. Muszę też przyznać, że miasto niewiele zrobiło dla mnie. Nigdy nie poczułam się tam u siebie, ciepło przyjęta, związana z tym miejscem. W związku z tym nie planowałam zapuścić tam korzeni. Oczywiście kocham Kraków ze względu na sentyment i przyjaciół, których w nim zostawiłam. Kraków jednak nie zrobił nic, żebym wrosła w jego tkankę.

Paradoksalnie, zupełnie inaczej rzecz ma się z Warszawą. Mieszkam na Starym Mokotowie. Nie wybrałam tego miejsca, wprowadziłam się po prostu do mojego partnera, który już tu mieszkał. Czy pokochałabym Warszawę równie mocno, gdybym wylądowała na Grochowie? Czy gdybym mieszkała na Saskiej Kępie, też poczułabym się tak zadomowiona? Nie wiem. Wiem jednak, że to właśnie Stary Mokotów sprawił, że poczułam, że chcę mu oddawać swoją energię i że chcę tu zapuścić korzenie. Uwielbiam lokalne kawiarenki, punkty usługowe i sklepiki. Brakowało mi takiej siatki miejsc, w każdym z miejsc, w których mieszkałam w Krakowie (choć stosunkowo dobrze wspominam mieszkanie na Krowodrzy Górce). Tu w obrębie swojej dzielnicy mam wszystko, czego potrzebuję, przemieszczam się więc głównie pieszo lub rowerem, a planu kupna samochodu porzuciłam na rzecz korzystania z komunikacji miejskiej. Punkty usługowe, knajpki, kawiarnie, biblioteki, skwerki i parki sprawiają, że po kilku miesiącach rozpoznaję swoich sąsiadów i mogę się z nimi witać lub zamienić słowo. Fryzjer nieopodal zawsze jest gotów przyjąć moją paczkę od kuriera, kiedy nie ma mnie w domu, panie w osiedlowym sklepie doskonale mnie znają i nie jestem tu anonimowa, więc automatycznie wsiąkam. Efekt? Wzmożona chęć do działań społecznych, w których łatwo tu uczestniczyć. W okolicy działa wiele punktów „sąsiedzkich”, które pozwalają się zaangażować. Ja związałam się z Mikromiastem. Jesteśmy w trakcie oddolnego projektu rewitalizacji miejscowych szyldów, oprócz tego chciałabym stworzyć sąsiedzki ogród, mój balkon dostosowałam do dzikich zapylaczy, myślę o budkach lęgowych dla ptaków. Moje życie ma tu całkiem inną jakość. Szybko wpadłam w sieć połączeń międzyludzkich, czuję się chciana i zauważana, więc naturalnie chcę też zdobyć tymczasowe zameldowanie, rozliczać się w Warszawie i uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących miejsca, w którym mieszkam.

A jak jest z Wami? Ile lat mieszkacie w swoim mieście? Czujecie się z nim związani? Robicie coś dla miasta? Czy miasto robi coś dla Was? Jaki panuje klimat na Waszym osiedlu? Opowiedzcie mi! Co musiałoby się stać, żebyście poczuli się lepiej?

Czy mam głos i biorę odpowiedzialność?

Nie mam obecnie jeszcze takiego głosu, jaki chciałabym mieć, ale zakładam, że to może się zmienić wraz z upływem czasu, kiedy załatwię formalności związane z meldunkiem itp. Mój głos lokalnie jest ważny i słyszalny, kiedy uczestniczę w miejskich wydarzeniach lub sama je proponuję. Obecnie dzieje się to za pomocą wspominanej wyżej Przestrzeni Sąsiedzkiej, ale też tajnej grupy mojej dzielnicy na Facebooku. Nie próbowałam jeszcze podjąć inicjatywy społecznej na większą skalę.

Jak kreowac wartość dodaną dla społeczności? W jakie tematy miejscie się włączać? Gdzie szukać inspiracji, a gdzie wiedzy? 

To dobre pytanie! Nie do końca zgadzam się z ekspertem biorącym udział w debacie, który zakłada, że to, co dobre dla mnie, nie musi być dobre dla innych. Uważam, że są wartości uniwersalne. Każdy z nas chciałby żyć w miejscu czystym, zielonym, z czystym powietrzem, relatywnie cichym i bezpiecznym. Jasne, nie każdy z nas ma ochotę zrezygnować z samochodu, sprzątać po psie, czy przeprowadzać staruszki przez jezdnię. JEDNAK… sądzę, że bardzo wstrzymuje nas przed działaniem myślenie, że nie wiemy co robić, co by było dobre, ani za co się zabrać, a w efekcie nie podejmujemy żadnych działań. Z podobnymi zarzutami często spotykam się, uczestnicząc w akcjach dobroczynnych na rzecz zwierząt i przyrody. Argumentem jest wtedy „dzieci chorują, głodują, a ty pomagasz pieskom w schronisku”. Oczywiście argument się wiecznie zmienia, jeśli pomagasz dzieciom w Afryce, jesteś słaby, bo mógłbyś pomóc dzieciom w Polsce. Otóż sądzę, że to wymówki i że takich argumentów często używają ludzie, którzy akurat sami nie wnoszą nic. Bardzo dobrze! Działajmy w zgodzie ze swoją wrażliwością! Niech jedni budują hotele dla pszczół i walczą o zieleń, tak nam potrzebną, by miasto miało swój mikroklimat, by powietrze było czystsze, a nasze oczy i mózgi szczęśliwe i uspokojone od widoku miejskiej zieleni. Nie przeszkadza to w niczym, by inni pomagali w domach dziecka, lokalnych świetlicach lub wspierali seniorów na swojej dzielnicy, a jeszcze inni zadbali o estetyczną część dzielnicy. Jestem przekonana, że każdy z nas ma swojego konika i może właśnie zaangażować się w znany przez siebie temat. Nie unikając odpowiedzialności społecznej, zajmując się tym, co najbliższe naszemu sercu, jesteśmy w stanie kolektywnie zmienić miejsce, w którym żyjemy na lepsze.

Jestem bardzo ciekawa Waszych refleksji i odpowiedzi. Angażujecie się w sprawy miasta? Co Was blokuje? Na czym Wam zależy? Co wydaje się wykonalne tu i teraz? Jaka była najfajniejsza dzielnica, w jakiej dotychczas mieszkaliście i dlaczego?

 

Powrót do listy